Warsztaty w łódzkiej Szkole Filmowej

18 październik- sobota rano, a właściwie piątek- ciemna, głucha noc. Godzina 4.00, trzeba wstać. Masakra. 5.25 jadę do szkoły. To nie jest normalne. Wsiadam do autokaru i z resztą „oszołomów” wyruszam do łodzi. W ramach jakiegoś projektu, ale co tam. Do 8.00 prawie wszyscy śpią. W Łodzi jesteśmy ok. 10.30, wysiadamy przed bramą Szkoły Filmowej. Ludzi mało, budynków dużo – będzie kicha. Opiekunowie, czyli p.Justyna Jamnik-Bojewska, p.Justyna Narożna, p.Magdalena Gapińska, p.Sławomir Chmielewski ustalają harmonogram i miejsce zbiórki. Wlokę się za innymi na plan filmowy.

 Profesor uczelni objaśnia jak tworzy się poszczególne ujęcia, co znajduje się na planie i kto, za co, jest odpowiedzialny. Robi się ciekawie, bo można podejść, zobaczyć. Moja koleżanka Monika wdrapuje się na siodełko piekielnej machiny i jest operatorem kamery. Filmuje ujęcie „Poskromienia złośnicy”!!!! My widzimy wszystko na podglądzie. Zdecydowanie się ożywiamy. Robię wywiad z aktorami, ale trochę ciężko, bo studenci są obcokrajowcami ze średnią znajomością języka polskiego. Ogółem dużo śmiechu, ale jest sympatycznie.

Potem skoki kaskaderskie, pokazy ekstremalne i….nasza Martyna płonie!!!!! Ale było warto. Młody, przystojny student (sprawca zamieszania) po chwili klęczy przed Martyną i czyści jej zabrudzone kolanka (nie wiem, kto z nich bardziej zadowolony).

Następny punkt – sesja zdjęciowa modelek. Piękne dziewczyny onieśmieliły chłopców, dlatego szybko umknęli na warsztaty z obróbki zdjęć. Nowoczesny sprzęt oraz mądre rady studentów, profesorów i zabawa mogłaby trwać do białego rana.

Opuszczamy towarzystwo mężczyzn. Spotykamy nasze koleżanki, cokolwiek wystraszone. Były na przeglądzie etiud studenckich (takich krótkich filmów) i powiało grozą. To może ja zrezygnuję. Zabieram Monikę na dwa przedstawienia teatralne. Aktorzy, studenci III roku wystawiali „Ożenek” Gogola i „Płatnikowa” Czechowa. Scenki w Sali wykładowej, więc aktorzy na wyciągnięcie ręki. Nieprzewidziane sytuacje – rozbijane butelki, oblewanie widzów alkoholem (sokiem jabłkowym), upadanie na widzów itp. a te rozbierane scenki?! Niejednoznaczne a właściwie bardzo jednoznaczne sytuacje?! Tam się działo!!! Żeby było jasne polonistki nas zachęciły i oglądały razem z nami.

Po ekscesach artystycznych udało nam się zerknąć na próbny egzamin do szkoły filmowej. Kandydaci musieli zaprezentować fragment jakiegoś utworu i zaśpiewać piosenkę. Należało wcześniej wysłać zgłoszenie na przesłuchanie. Wysłałam, ale nie miałam dość odwagi, by wystąpić. Kariera filmowa widocznie musi poczekać.

I zrobiła się 15.00. Czas powrotu. Dzień otwarty zakończył się. Było świetnie. Nie umiałam sobie wyobrazić tego dnia, ale warto było jechać. Dużo emocji, wrażeń, wielu nowych ludzi. Niesamowita atmosfera. Z niecierpliwością czekam na kolejny wyjazd, tym razem do Warszawy. Też w ramach projektu. I co z tego, że po lekcjach albo w dzień wolny? Wiem, że warto!

                                    Natalia